środa, 29 kwietnia 2015

Yankee Candle: Berrylicious i Blueberry Scone

Hej :)

Dzisiaj coś dla fanek jagodowych aromatów. Jeden zapach, który podbił moje serce i jeden, który zupełnie nie trafił w mój gust. Zapraszam :)


Berrylicious
Długo czekałam na ten zapach i byłam bardzo podekscytowana, gdy w końcu wpadł w moje ręce. Miałam okazję wąchać go przed zakupem w formie świecy i bardzo mi się spodobał. Niestety po odpaleniu wosku nie było już tak fajnie. Zapach jest chemiczny, niezbyt przyjemny. Dawałam mu 3 szanse z nadzieją, że może będzie lepiej, ale nic z tego.
 

Blueberry Scone
Przepyszna, jagodowa muffinka! Aromat słodkiego wypieku uderza w nozdrza już po chwili od odpalenia podgrzewacza. Na podstawie moich poprzednich doświadczeń byłam zawiedziona jagodowymi zapachami z YC, ale ten zdecydowanie spełnił moje oczekiwania. Owoce są naturalne i intensywne, dodatkowo główną nutę gra cukier z lekką nutą wanilii i ciasta. Tak mi się spodobał ten zapach, że paliłam go codziennie. 

Pozdrawiam :)
 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Marokański balsam do włosów Planeta Organica

Hej :)

Produkty do włosów Planeta Organica to kosmetyki, które kojarzą mi się z naturą i cudownym działaniem. Miałam ich już sporo, szczególnie dużo wypróbowałam odżywek i masek do włosów i tak na prawdę tylko jedna odżywka nie robiła nic szczególnego, z reszty byłam bardzo zadowolona. Czy marokański balsam do włosów również podbił moje serce?


Chyba najbardziej charakterystyczną cechą tego balsamu jest jego zapach. Pachnie intensywnie i bardzo ciekawie, nuty zapachowe kojarzą mi się z perfumami. Pozostaje na włosach dość długo po umyciu. Konsystencja jest bardzo gęsta, co wpływa na jego znaczną wydajność. Bardzo podoba mi się opakowanie z pompką, które bardzo ułatwia dozowanie, o ile nie zbliżamy się do końca produktu, bo wtedy zaczynają się schody :P


Jeżeli chodzi o działanie, to produkt spisał się rewelacyjnie! Włosy po użyciu były nawilżone, wygładzone, lekko dociążone, ale nadal puszyste i pełne blasku. Po umyciu nigdy nie miałam problemu z ich rozczesaniem, no i ten zapach... ♥ Przy dłuższym stosowaniu musiałam robić sobie od niego krótką przerwę, bo lekko przeciążał włosy, ale warto było, bo po powrocie zawsze był efekt "wow" :)


Balsam ma pojemność 280ml, jest dostępny w sklepach internetowych i niektórych sklepach zielarskich i mydlarniach.
Na pewno wrócę do tego produktu, szczególnie że nie jest bardzo drogi (ok. 12-20zł, zależnie od sklepu). 

Skład:
Aqua with infusions of Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Organic Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract (Organiczny ekstrakt z mięty pieprzowej), Rosa Damascena Flower Extract (ekstrakt z róży damasceńskiej), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Extract (ekstrakt z kwiatu pomarańczy), Eucalyptus Globulus Leaf Oil (olejek eukaliptusowy), Organic Olea Europaea (Olive Fruit Oil (organiczna oliwa z oliwek), Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum.

Lubicie kosmetyki Planeta Organica? Jakiś produkt szczególnie przypadł Wam do gustu? :)

Pozdrawiam :)

sobota, 25 kwietnia 2015

Bielenda, Skin Clinic Professional, korygujące serum Anti-age do cery tłustej i mieszanej z niedoskonałościami

Hej :)

O serum korygującego do cery tłustej i mieszanej z niedoskonałościami marki Bielenda było kilka miesięcy temu bardzo głośno. Większość opinii, które kojarzę, były pozytywne. A jak sprawdziło się na cerze, do której jest ono dedykowane? Zapraszam do czytania.






Głównymi składnikami aktywnymi serum są: kwas migdałowy, kwas laktobionowy i witamina B3. Wiedząc, że kwas migdałowy jest dosyć lekki dla mojej cery, nie spodziewałam się szybkich i mocnych rezultatów, bo wszystkie produkty z jego zawartością spisywały się u mnie średnio. Mimo to zakupiłam produkt, bo w końcu nie opiera się on tylko na tym składniku, jest jeszcze kwas laktobionowy, no i te wszystkie wychwalające opinie nie mogły się wziąć znikąd.

Serum kazało mi dosyć długo czekać na widoczne efekty, ale niestety tak to już jest z produktami z kwasami. Na początku miałam wrażenie, że serum nie działa, bo nie widziałam najmniejszej różnicy. Po kilku tygodniach coś się zaczęło dziać, a po prawie dwóch miesiącach w końcu moja cera stała się idealna. Wszelkie niedoskonałości zostały zredukowane, gdy coś się pojawiło, to znikało szybciej niż zawsze. Podczas stosowania nie miałam problemu z łuszczącą się skórą, ale wymagała lepszego nawilżenia.  Z przebarwieniami serum radziło sobie średnio, ale niestety prawie nic nie daje im rady... Sielanka trwała kilka tygodni, dopóki nie byłam zmuszona do odstawienia produktu na kilka dni. Od razu zaczęło mnie wysypywać, a po powrocie do codziennego stosowania musiałam znowu długo czekać na poprawę. Po kolejnych tygodniach straciłam do niego cierpliwość i definitywne zrezygnowałam z naszej współpracy, co skończyło się wysypem, jakiego nie miałam od lat... 


Generalnie ciężko mi ocenić definitywnie ten produkt. Po długim stosowaniu rezultaty były widoczne, jednak to, co spotkało mnie po jego odstawieniu, nie pozwala mi spojrzeć na produkt przychylnym okiem. Wiem, że część dziewczyn wysypywało już podczas stosowania, mnie to spotkało po zaprzestaniu stosowania.


Dodam jeszcze, że historia nie skończyła się tragicznie, bo dzięki takiemu tokowi wydarzeń, poznałam najlepszy, ogólnodostępny krem na niedoskonałości, który w krótkim czasie pozwolił mi znowu patrzeć na swoją twarz z uśmiechem na ustach :) Jest nim Effaclar Duo+, o którym na pewno napiszę na blogu :)


Chętnie poczytam, jak u Was sprawdziło się to serum :)

Pozdrawiam :)

środa, 22 kwietnia 2015

Yankee Candle: Vineyard i Sweet Apple

Hej :)

Jako że mamy już środę, to najwyższa pora na prezentację kolejnych zapachów od Yankee Candle. Słońce od kilku dni pięknie świeci, przyroda budzi się do życia i zrobiło się kolorowo, więc dzisiaj będzie o dwóch zapachach, które idealnie wpasowują się wiosenno-letnią w aurę za oknem :)


Vineyard
Zapach słodkich, soczystych winogron, które kojarzą mi się przeszłością – dziadek miał na działce taką pyszną i słodką odmianę. Zapach naprawdę super, chociaż nie pogardziłabym, gdyby był jeszcze intensywniejszy. Bardzo go lubię i chętnie przygarnęłabym dużą świecę :)
 

Sweet Apple
Po nazwie spodziewałam się bardzo słodkiego jabłka, jednak YC nie zagalopowało się tak bardzo i postawiło na bardziej naturalny aromat – nieprzesadzoną słodycz z lekko kwaskową nutą. Zapach jest bardzo przyjemny, soczysty, rześki, intensywny i wypełnia bardzo szybko pomieszczenie. Lubię go palić, gdy jestem zmęczona, bo  nie męczy i jest bardzo przyjemny dla nosa.

Pozdrawiam :)