czwartek, 23 marca 2017

ROZDANIE! :)

Hej :)

Na przyjemne rozpoczęcie wiosny chciałabym zaprosić Was do zabawy, w której możecie wygrać kilka ciekawych kosmetyków oraz niedostępny w Polsce zapach Yankee Candle! Mam nadzieję, że nagroda przypadnie Wam do gustu. No i pamiętajcie - żeby wygrać trzeba grać :)


SKŁAD NAGRODY:

1. Odżywka wzmacniająca i stymulująca wzrost rzęs FEG
2. Odżywczy Oleo-krem do włosów Oleje Amazońskie Biovax Diamond
3. Żel pod prysznic Fresh Smoothie Balea
4. Krem BB Ziaja odcień naturalny
5. Żel antybakteryjny Mad About You Bath&Body Works
6. Niedostępny w Polsce zapach Yankee Candle Milk&Cookies
Dodatkowo dorzucam kilka próbek :)

Wszystkie produkty są nowe, nieużywane i oryginalnie zapakowane.

Aby wziąć udział w rozdaniu trzeba być publicznym obserwatorem bloga (GFC) i wypełnić formularz zgłoszeniowy.

 Dodatkowo można zaobserwować mnie na Instagramie (+2 losy), polubić FanPage bloga (+2 losy) oraz wstawić banner z rozdaniem na swojej stronie (+3 losy). 


Rozdanie trwa od 23.03.17 do 23.04.17. Zwycięzcę ogłoszę na blogu do 7 dni od zakończenia rozdania. Możliwość zgłaszania się upływa o godzinie 23:59 w dniu 23.04.2017.

Wysyłam tylko na terenie Polski.

Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia :)



środa, 22 marca 2017

Cherry Blossom Yankee Candle

Hej :)

Przychodzę dzisiaj do Was z moim ostatnim odkryciem zapachowym! Mowa o wosku Cherry Blossom Yankee Candle


Cherry Blossom
Delikatny, radosny zapach łączący w sobie nuty kwiatów wiśni, jaśminu i piżma

Cherry Blossom to zapach słodko-kwiatowy, intensywny, ale delikatny zarazem. Wystarczy mała ilość wosku, aby poczuć aromat, jednak nie jest on nachalny, nie przytłacza ani nie drażni. Jest mocny, ale w przyjemnym tego słowa znaczeniu. Najbardziej podoba mi się to, że z czasem zapach pozostaje tak samo przyjemny, jedynie traci na intensywności. Niektóre woski pod koniec palenia zaczynają wydzielać dziwne nuty zapachowe, tutaj tak nie ma. Jaki konkretnie jest ten zapach? Na pewno jest bardzo radosny, lekka słodycz otula, a pozostałe nuty nastrajają bardzo pozytywnie. Zapach kwitnącej wiśni w słodkim wydaniu! Wypaliłam już cały wosk i na pewno kupię kolejny.

Pozdrawiam :)

poniedziałek, 20 marca 2017

Krem pod oczy Shiseido Benefiance Concentrated Anti-Wrinkle Eye Cream

Hej :)

Krem pod oczy to kosmetyk, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Mam suchą i wrażliwą skórę wokół oczu, która wymaga wiele. Postanowiłam więc zainwestować w jakiś droższy krem, który zbiera masę pozytywnych opinii. Wahałam się między dwoma i coś mnie podkusiło, żeby kupić kosmetyk Shiseido. Nie sprawdziłam jego składu, zaufałam opiniom innych osób. To był niestety ogromny błąd! Jeżeli chcecie dowiedzieć się, co zafundował mi krem pod oczy Shiseido Benefiance Concentrated Anti-Wrinkle Eye Cream, to zapraszam do czytania. 


Bogaty krem pod oczy o działaniu przeciwstarzeniowym chroni delikatną skórę wokół oczu nawet w wyjątkowo niekorzystnym, suchym środowisku. W widoczny sposób zmniejsza widoczność zmarszczek i cienkich linii, zapewniając gładkość i promienny wygląd. Zawiera Chlorella Extract, który przeciwdziała powstawaniu zmarszczek poprzez wzmacnianie włókien kolagenowych. Testowany w warunkach klinicznych o wyjątkowo niskiej wilgotności powietrza (20%).

Cena: 295zł


Zacznę od tego, co mi się w tym kremie podoba, czyli od opakowania. Krem znajduje się w bardzo ładnym słoiczku, które posiada lustrzaną nakrętkę. Jeżeli zastawiacie się, dlaczego na każdym zrobionym przeze mnie zdjęciu słoiczek jest odkręcony, to już znacie odpowiedź - bez tego nie dałoby się zrobić ładnych, sensownych zdjęć ;) Dołączono do niego szpatułkę, co również bardzo mi się podoba. W opakowaniu znajduje się 15ml produktu, czyli standardową pojemność. Krem ma z pozoru lekką konsystencję, jednak po rozsmarowaniu czuć jego tłustość. Zapach ma dziwny, niby przyjemny, ale coś w nim mi nie pasuje.

Na opakowaniu podane jest, aby stosować go rano i wieczorem i tu zaczynają się schody. Krem jest bardzo tłusty, dlatego stosowanie go rano stanowi problem. Korektor średnio się z nim lubi, a w dni bez makijażu również średnio się spisywał, bo skóra strasznie się błyszczała. Krem ma działać na wielu płaszczyznach, zapewniając silne i długotrwałe nawilżenie, zmniejszenie widoczności zmarszczek i robić jeszcze inne cuda. No cóż... Zacznę może od pierwszego, czyli silnego nawilżania. Jestem zdania, że ten krem w ogóle nie nawilża! Moja skóra po jego używaniu staje się sucha, swędząca i zaczyna się łuszczyć. Im dłużej go stosuję, tym jest gorzej, dlatego nie sądzę, aby jakkolwiek działał. Dawałam mu kilka szans, ale zawsze kończyło się tak samo i żałowałam, że w ogóle do niego wracałam, bo skóra wyglądała na prawdę niefajnie, a doprowadzanie jej do dobrego wyglądu zajmowało trochę czasu. Jeżeli chodzi o działanie przeciwzmarszczkowe, to niczego takiego nie zauważyłam, ale nie mogę za bardzo się wypowiedzieć, bo nie dałam rady stosować go regularnie przez dłuższy czas. 

Na początku składu mamy m.in. parafinę(olej), glicerynę, wazelinę i ... znowu parafinę... Większość z tych składników zapewnia tłuste oblepienie skóry, co odczuwa się po jego użyciu i czego bardzo nie lubię. Mam wrażenie, że ten krem to właśnie taka tłusta powłoczka na skórze, która w ogóle nie wpływa na jej stan, bo nie przenika w jej głąb. Powinna chociaż chronić, ale tego też nie zauważyłam, a tylko pogorszenie. Szczerze, gdybym spojrzała wcześniej na skład, to nie zdecydowałabym się na jego zakup.


Osobiście nie polecam tego kremu, ale wiadomo, że u kogoś innego może spisać się lepiej. Uważam jednak, że cena nie jest adekwatna do jakości, a już na pewno nie odzwierciedla jego działania! Płacić 300zł za ładne opakowanie to lekka przesada. Ja co prawda dałam za niego 200zł w promocji, ale to przecież również niemało.

Jeżeli używałyście tego kremu, to koniecznie podzielcie się swoją opinią, bo jestem bardzo ciekawa, czy tylko ja jestem z niego tak bardzo niezadowolona. Jeśli stosowałyście inne produkty Shiseido, to również dajcie znać, jak się spisywały :)

Pozdrawiam :)


sobota, 18 marca 2017

Głęboko oczyszczająca maseczka do twarzy Planeta Organica

Hej :)

Skończyłam w lutym moją ulubioną maseczkę, dlatego powróciłam do regularnego stosowania głęboko oczyszczającej maseczki do twarzy Planeta Organica. Mogę Wam już na wstępie powiedzieć, że jest to bardzo ciekawy produkt do pielęgnacji twarzy. 


Maseczka głęboko oczyszczająca z dodatkiem glinki - usuwa zanieczyszczenia i toksyny, odświeża skórę, normalizuje działanie gruczołów łojowych. Maseczka z glinki zapewnia regulację wydzielania sebum, dostarczenie minerałów i substancji niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania skóry. Glinka działa silnie absorbująco, dotlenia komórki skóry. Tybetańska zielona herbata odświeża, poprawia koloryt skóry, uelastycznia i zwiększa sprężystość skóry. Skóra ma mniejszą skłonność do świecenia się, przetłuszczania. 

Sposób użycia: Nanieść na wilgotną skórę, wmasować, pozostawić na 5-7 minut. Po tym czasie spłukać. 

SKŁAD: Aqua enriched with Maris Clay, Camelia Sinensis Leaf Extract, GlycerinLaminaria Digitata Extract*, Fucus Vesiculosus Extract, Citrus Medica Limonum Oil, Olea Europaea (OliveFruit Oil*Нippophae Rhamnoides  Oil*, Cetearyl AlcoholCalendula Officinalis Oil, Angelica Acutiloba Root Oil, Persea Gratissima (AvocadoOil*, Chamomilla Recutita Oil, Gingko Biloba Extract, Tocopheryl Acetate, Sodium Ascorbyl Palmitate, Panthenol, Retinyl Palmitate, Rubus Caesius Oil, Rosa Canina Flower Oil,  Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet AlmondOil*Lavandula Officinalis Oil, Salvia Officinalis (Sage) Oil, Echinacea Purpurea Extract, Oreganum Vulgare ExtractCurcuma Longa (Turmeric) Root Extract  Eucalyptus Citriodora Oil , Salix Alba Bark Extract Salicylic AcidCaprylyl GlycolChlorophullBenzyl Alcohol.


Maseczka znajduje się w 100ml słoiczku. Widziałam dwie wersje opakowania, ale nie wiem, czy różnią się składem i właściwościami. Ja mam zieloną. Druga jest biało-brązowa. Maska ma konsystencję gęstej pasty koloru zielonego z niewielkimi drobinkami. Nakłada się ją na wilgotną twarz. Pod wpływem wody pasta staje się rzadsza i bardzo łatwo ją rozprowadzić. Zmienia też kolor na jaśniejszy, co możecie zobaczyć na jednym ze zdjęć poniżej. Jest niesamowicie wydajna, bo niewielka ilość wystarcza na rozprowadzenie po twarzy. Mam jeszcze pół opakowania, a używałam jej już wiele razy. Podoba mi się bardzo fakt, że nie zastyga, przez co nie powoduje dyskomfortu, czasami można nawet o niej zapomnieć ;) Zapach jest świeży i mocno ziołowy. Nie ma w nim jednak niczego nieprzyjemnego, wręcz powiedziałabym, że jest bardzo ładny i ma coś w sobie.



Tak jak wspomniałam, maskę nakłada się na wilgotną twarz. Producent zaleca trzymać ją 5-10 minut. Ja zazwyczaj pozostawiam ją na 10 minut. Nie ma żadnego problemu z jej usunięciem. Po zmyciu czuję niesamowite odświeżenie. Skóra jest oczyszczona i przyjemna w dotyku, niedoskonałości goją się szybciej. Nie ma ryzyka przesuszenia, ponieważ zawarte w masce oleje lekko nawilżają i odżywiają skórę. Lubię gdy produkt oczyszcza i jednocześnie pielęgnuje, dlatego chętnie po nią sięgam. W składzie mamy glinkę morską oraz dużą ilość olei i ekstraktów roślinnych, co bardzo mi się podoba. Maska przeznaczona jest do skóry mieszanej i tłustej. Ja mam tłustą i muszę przyznać, że spisuje się u mnie świetnie.
 

Maseczka jest bardzo ciekawym produktem o bardzo dobrym działaniu. Oczyszcza, odświeża i jednocześnie pielęgnuje. Dodatkowym atutem jest jej kolor, konsystencja i zapach. Można ją kupić w sklepach internetowy za ok. 16-18zł. Patrząc na jej wydajność, to bardzo niska cena. Polecam wypróbować :)

Znacie tą maseczkę? Lubicie produkty Planeta Organica?

Pozdrawiam :)

czwartek, 16 marca 2017

FANPAGE I INSTAGRAM

Hej :)

Dzisiaj nie będzie recenzji, ale kilka istotnych informacji. Otóż po latach postanowiłam w końcu założyć Fanpage bloga i Instagram. Pewnie jestem jedną z nielicznych, która do tego pory tego nie zrobiła, ale kiedyś nie miałam zbytnio czasu na bloga, który był dla mnie najważniejszy, a co dopiero na social media. Jeżeli chodzi o Facebooka, to mam do niego mieszane uczucia. Myślę jednak, że jest bardzo dobrym sposobem kontaktu z Wami i na pewno będę prowadziła go regularnie. Dodatkowo osoby, które nie chcą zakładać konta na bloggerze, będą miały możliwość łatwego obserwowania bloga.


Konto na Instagramie mam już od jakiegoś czasu, ale do tej pory nie udostępniałam zdjęć i wchodziłam na nie bardzo nieregularnie. Pora to zmienić, szczególnie że jest to bardzo przyjemna i łatwa w użyciu aplikacja. Możecie spodziewać się tam zdjęć związanych z tematyką urodową oraz z ciekawych miejsc, które odwiedzę. Na razie jest tam tylko jedno zdjęcie z zeszłego weekendu, ale na pewno pojawi się więcej już w najbliższym czasie ;)



Mam nadzieję, że wszystko dobrze zrobiłam :D Miło mi będzie, jeżeli polubicie moje konta. Podawajcie również w komentarzu nazwy swoich kont na Instagramie :)

Jestem bardzo ciekawa jakie macie podejście do Facebooka i Instagrama? Lubicie z nich korzystać? A może znajdzie się ktoś, kto jeszcze nie założył Fanpage'a lub Insta? Czy może byłam ostatnia? :D



Pozdrawiam :)

środa, 15 marca 2017

Sweet Strawberry Yankee Candle

Hej :)

Uwielbiam truskawki i z utęsknieniem wyczekuje sezonu na nie. Myślę, że aromat truskawkowy jest idealnym zapachem na każdą porę roku, chociaż wiadomo że najbardziej kojarzy się z latem. Żeby osłodzić sobie oczekiwanie postanowiłam odpalić wosk Sweet Strawberry Yankee Candle. Coś tu chyba jednak nie wyszło...

 
Sweet Strawberry
Jeżeli szukacie sztucznego, chemicznego aromatu truskawki, to kupujcie ten wosk! :D Mój facet nie zgadł, czym on pachnie, zdziwił go również fakt, że miała to być truskawka. Ogólnie wosk jest bardzo słodki i nienaturalny, ale nie jest to zapach, którego nie da się znieść. Ma nawet swój urok, ale jakością odbiega od innych zapachów Yankee Candle ;) W sumie gdybym lepiej przyjrzała się etykiecie, to wiedziałabym, że nie ma co spodziewać się naturalności, ponieważ zastosowano "authentic Yankee fragrance", a nie "pure, natural extracts". Polecam zwracać na to uwagę.

Pozdrawiam :)

poniedziałek, 13 marca 2017

Krem do ciała Isana z chia i olejem babassu

Hej :)

Kilka lat temu byłam fanką kremu do ciała Isana z masłem kakaowym i shea. Zużyłam nawet kilka opakowań, a nie są one małe. Podobało mi się w nim działanie, zapach i cena. W międzyczasie pojawiały się inne wersje, ale nie kupiłam żadnej z nich. W końcu skusiłam się na aktualną nowość - krem do ciała Isana z chia i olejem babassu.


Krem do ciała z olejem babassu i olejem z nasion Chia (Szałwii Hiszpańskiej) oraz gliceryna stanowi optymalna pielęgnację suchej skóry. Wysoce skuteczny pantenol polepsza zdolność skóry do wiązania wody, chroniąc w ten sposób przed jej utratą i w konsekwencji wysuszeniem. Krem do ciała szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. 


Krem znajduję się w dużym słoiku o pojemności 500ml. Jak dla mnie to bardzo dużo, szczególnie gdy lubi się testować nowości, ale na pewno będzie idealny dla osób, które lubią długo używać jednego produktu. Opakowanie ma ładny, miętowy kolor, który zwraca uwagę w drogerii. Krem ma bardzo przyjemną, gładką i lekką konsystencję, która szybko się wchłania. Jest bardzo wydajny, bo nie potrzeba nakładać go w dużej ilości, a nawet lepiej tego unikać. Gdy nakładam go zbyt dużo, to pozostawia uczucie lepkości, co trochę drażni. Gdy nałożę go w małej ilości, to wszystko jest ok. Zapach jest świeży, lekko perfumowany. W sumie ciężko go opisać, nie jest naturalny, ale jest przyjemny, nie drażni i nie przeszkadza, czuć go lekko na ciele.


Z kremu jestem zadowolona, ale nie jest to produkt wyjątkowy. W sumie za tę cenę nie spodziewałam się też efetku wow. Opakowanie bowiem kosztuje 11zł, a w promocji możemy dostać go za 8zł, czyli na prawdę tanio, szczególnie patrząc na jego pojemność. Skład też jest całkiem przyjemny, mamy tutaj olej kokosowy, masło shea, masło kakaowe, olej z nasion chia, olej babassu i phantenol. Samo działanie kremu oceniam na dobre/bardzo dobre. Skóra jest wystarczająco nawilżona, gładka i ukojona. Nie jest to produkt, który działa na skórę długofalowo, ale używany regularnie robi, co ma robić. Lubię stosować go jako krem do rąk albo nakładać grubą warstwę na stopy. Próbowałam również nakładać go na włosy (tzw. kremowanie włosów), ale zrobiłam to tylko raz i efekt był ok, ale za dużo też nie mogę powiedzieć po 1 razie ;)


Podsumowując, jest to dobry krem, o przyjemnym składzie, dużej pojemności i niskiej cenie, który działa odpowiednio na skórę, ale nie można też spodziewać się po nim żadnych rewelacji. Jeżeli lubiłyście inne wersje kremów Isana, to pewnie ten też polubicie. 

Używacie kremów do ciała Isana? Która wersja jest Waszą ulubioną?

Pozdrawiam :)

sobota, 11 marca 2017

Krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu Atopy Tolerance Vis Plantis

Hej :)

Skóra wokół oczu sprawia mi dużo problemów i trudno sprostać jej wymaganiom. Gdy stosuje zbyt lekki krem, który niedostatecznie nawilża i regeneruje, to zawsze kończę z czerwoną, podrażnioną i często swędzącą skórą, co nie należy do najprzyjemniejszych doznań. Na takie problemy został stworzony krem-emolient barierowy na powieki i wokół oczu Atopy Tolerance Vis Plantis, dlatego pokładałam w nim duże nadzieje. Czy sprostał wymaganiom?


Emolient barierowy o specjalistycznym, dobrze tolerowanym składzie. Uzupełnia braki lipidów, uszczelnia warstwę rogową naskórka, przywraca funkcję barierową, uzupełnia braki cementu międzykomórkowego. Bezzapachowy, o fizjologicznym pH. Bardzo dobrze nawilża, koi suchość skóry, łagodzi świąd i pieczenie. Zmniejsza stany zapalne, dzięki czemu ogranicza możliwość wtórnego nadkażenia bakteryjnego lub grzybiczego. Przywraca komfort i odżywia skórę.
Składniki aktywne:
• ekologiczny, naturalny, standary- zowany ekstrakt z kory brzozy i ziela trędownika • olej bawełniany • masło karite • mocznik • ekstrakt z bławatka – powszechnie ceniony, znany z delikatności, koi i łagodzi podrażnienia • pantenol • hialuronian sodu • trójglicerydy analogiczne do trójglicerydów skóry • gliceryna • alantoina

EFEKTY PO 4 TYGODNIACH TESTÓW UŻYTKOWYCH:
• wysoka tolerancja
• bezpieczne ukojenie
• odbudowa funkcji barierowej
• nawilżenie, natłuszczenie, odżywienie
• redukcja suchości skóry powiek
• złagodzenie uczucia świądu i pieczenia – przywrócenie komfortu skóry


Krem znajduje się w wygodnym opakowaniu z pompką, w którym jest aż 30ml produktu. Jak na krem przeznaczony do pielęgnacji skóry wokół oczu to bardzo dużo, bo zazwyczaj otrzymujemy 15ml kosmetyku. Myślę, że taka ilość starczy na długo, bo nie potrzeba nakładać go w dużej ilości, chociaż ja czasami lubię zrobić sobie z niego porządny kompres, szczególnie na noc. Krem ma lekką i jednocześnie treściwą konsystencję, bardzo dobrze rozprowadza się na skórze, szybko wchłania i pozostawia otulającą warstewkę. Nie sprawia problemów przy nakładaniu makijażu, a korektor dobrze się na nim rozprowadza. Krem nie ma zapachu, ale w produktach do skóry atopowej jest to wskazane.



Kremu używam dwa razy dziennie, rano i wieczorem, a w dni bez makijażu używam go dodatkowo w ciągu dnia. Krem jest niesamowicie delikatny, wręcz nie czuć go na skórze. Nie sądzę, że mógłby kogokolwiek podrażnić, czy sprawiać jakikolwiek dyskomfort przy nakładaniu. Zapewnia przyjemne uczucie ulgi i ukojenia, a warstewka, którą pozostawia dobrze chroni. Odczuwam po jego użyciu duży komfort. Myślę, że każdy, kto ma bardzo suchą okolicę wokół oczu wie, o czym mówię. Krem dobrze nawilża i regeneruje, po czasie skóra jest w o wiele lepszej kondycji. Znika też nieprzyjemne swędzenie, które czasami mnie dopadało. Jestem bardzo zadowolona z jego działania. Skład również jest przyjemny.


Polecam ten krem osobom, które walczą z suchą i podrażnioną skórą wokół oczu. Dobrze radzi sobie z takimi problemami, łagodzi świąd i zapewnia ochronę na dłużej. Przynosi ulgę i ukojenie, nawilża i regeneruje. Na pewno pozostanie ze mną na dłużej. Kupiłam go w DOZ za 22zł. 

Jakie kremy pod oczy polecacie? Macie problemy z tą strefą, czy wystarczy Wam lekki krem?

Pozdrawiam :)

czwartek, 9 marca 2017

Zrobiłam sobie prezent - Golden Snail Skin79, Naomi Campbell

Hej :)

Ostatnio nie mam zbyt dobrego czasu, nic mi nie wychodzi, a do tego spotyka mnie sporo przykrych rzeczy. Nie martwcie się jednak, dzisiejszy wpis nie będzie jęczeniem i marudzeniem, bo tego nie lubię, ale muszę przyznać, że zmotywowało mnie to do zrobienia czegoś dla siebie. Niby błahym sposobem na poprawę nastroju jest zakup czegoś, na co zawsze nie było funduszy, bo znajdowały się inne wydatki, ale muszę przyznać, że trochę działa. Skorzystałam więc z promocji Douglasa -20% na pielęgnację twarzy i zrobiłam sobie prezent w postaci zestawu Golden Snail Skin79. Wczoraj też zawitałam w Rossamannie, aby sprawdzić, czy zostało coś ciekawego w promocji 1+1 i nie wyszłam z pustym koszykiem ;)


Serię Golden Snail znam bardzo dobrze, bo jako gratis do zakupów dostałam kiedyś set miniaturek - toner, emulsję i krem. Moja cera od razu polubiła się z tymi produktami, a ich wydajność niesamowicie mnie zaskoczyła. Takie mini produkty starczyły mi na bardzo długo! Długo zastanawiałam się, czy kupić tylko zestaw toner + emulsja, czy może wziąć jeszcze krem, ale w końcu zdecydowałam się na pierwszą opcję. Trochę żałuję, bo krem działa rewelacyjnie, ale co się odwlecze, to nie uciecze ;) 

Pierwsze co mnie zaskoczyło, to wielkość pełnowymiarowego toneru i emulsji. Te buteleczki są na prawdę wielkie, a produkty mają 130ml, więc wcale nie tak dużo w porównaniu z tym, co w tak duże opakowania mogłoby się zmieścić. Muszę przyznać, że cieszą oko, ale zajmują trochę dużo miejsca ;) Widać, że koreańskie koncerny lubią dopieszczać wygląd swoich produktów. Do zestawu były dołączone również miniaturki po 20ml, co bardzo mnie cieszy, bo na wyjazdy nie chciałabym brać ze sobą tych olbrzymów ;) Za jakiś czas możecie spodziewać się recenzji produktów, bo dosyć dobrze poznałam tę linię i już teraz mogę Wam zdradzić, że jest godna polecenia! Poużywam jednak jeszcze trochę moich nowych nabytków i dopiero wtedy dam Wam znać, co ostatecznie o nich sądzę :)


Bardzo lubię robić zakupy w internetowym sklepie Douglasa, często pojawiają się przyjemne kody rabatowe i dodawane są gratisy. Oprócz standardowych próbek dostałam mini tusz Effet Faux Cils Yves Saint Laurent. Znalazłam również w paczce słodki upominek, ale jakoś nie mam na niego ochoty i tak sobie leży, pewnie w końcu zje go mój facet ;)


W Rossmannie, tak jak się spodziewałam, były tłumy i dosyć wybrakowany asortyment. Większość półek świeciła pustkami, ale akurat to co chciałam było. Czytałam ostatnio o zapachu Pret a Porter Naomi Campbell i po opisie stwierdziłam, że to może być coś dla mnie. Miałam rację, bo zapach jest śliczny i o dziwo nie został wykupiony, a dodatkowo był w promocyjnej cenie 80zł. Użyłam go dzisiaj i czuję go na sobie przez cały dzień ♥ Dobrałam do niego drugie perfumy N. Campbell Queen of Gold w tej samej cenie, więc jeden flakonik wyszedł za darmo. Skusiłam się również na Oleo-kremy. Nie miałam pojęcia, które wybrać, bo o każdym czytałam pozytywne opinie, więc wybrałam na chybił trafił wersję Diamond i Caviar. Wzięłam też olejek do ust Eveline. Polecam go fankom efektu mokrych ust, jeżeli tego nie lubicie, to omijacie go z daleka ;)


Lubicie robić sobie same prezenty? Co Was najbardziej uszczęśliwia, gdy nic nie idzie po Waszej myśli? No i oczywiście najważniejsze pytanie - czy znacie produkty Skin79 i serię Golden Snail oraz co sądzicie o preparatach ze śluzem ślimaka? Czekam na Wasze wypowiedzi :)

Pozdrawiam :)

środa, 8 marca 2017

Serengeti Sunset Yankee Candle

Hej :)

Dzisiaj Nasze święto, dlatego życzę Wam wszystkiego najlepszego, dużo radości i uśmiechu :) Przychodzę również jak co środę z nowym zapachem. Tym razem padło na wosk, który bardzo mi się spodobał i myślę, że jest wart zainteresowania. Mowa o Serengeti Sunset Yankee Candle


Serengeti Sunset

"Uwodzicielski aromat słodkich owoców, cytrusów, kwiatów lotosu i bursztynu przenoszący nas na afrykańskie Serengeti o zachodzie słońca."

Nie spodziewałam się, że tak bardzo polubię się z tym woskiem. W zapachu dominują nuty owocowe, głównie cytrusy, ale nie są proste i oczywiste. Oryginalności dodają im nuty kwiatowe i bursztyn. Cała mieszanka jest bardzo ciepła i optymistyczna, pasuje zarówno na ciepłe i chłodne dni. Bardzo kojarzy mi się z obrazkiem z etykiety. Myślę, że został idealnie dobrany. Chętnie do niego wrócę, bo ma coś w sobie. Zdecydowanie polecam zapoznać się z tym zapachem, bo jest tego wart :)

Pozdrawiam :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...